Banita, kilka słów więcej

Kawaler zdał ten raport dnia 21 grudnia 2011 w temacie Konkurs

Wokół profesji Banity zagotowało się, aż miło. Pod wpisem aktualnie znajduje się 29 komentarzy. Ponieważ boję się, że jeden z nich – szczególnie ciekawy – mógłby utonąć w gorącej debacie, pozwalam sobie przekleić go jako osobny wpis. Autorem komentarza jest Michał Pępek.

Banita nie jest profesją?
Osobiście patrzę na profesję jako na pewien archetyp postaci, którym rzeczywiście najczęściej jest wykonywany przezeń zawód, jednak nie zawsze. Profesja to coś, czym zajmujesz się na co dzień, Twoja rutyna, pole, w którym najpełniej się realizujesz.

Czy poszukiwany emisariusz nie jest banitą? Czy skazany żołnierz nie zasługuje na to miano? Wg mnie są banitami, ale nie Banitami z profesji. Już wyjaśniam – jeśli patrzeć na profesję jako synonim zawodu to nawet podręcznikowe propozycje nie trzymają się kupy. Czy agaryjski oficer po złożeniu ślubów zakonnych jest mnichem? Tak – mnichem, ale nie Mnichem z profesji, wciąż pozostaje Oficerem. Można długo wyliczać analogie – czy artysta nie może być Hulaką? Czy żołnierz nie może być Sługą? Czy duchowny nie może pozostać dyplomatycznym Emisariuszem?

Banita to archetyp dla ludzi, których codziennością jest życie wygnańca. To bardańscy partyzanci, to kordyjscy przeciwnicy cesarza, to nie podzielający religijnego fanatyzmu heretycy z Kary. To także wszelkie ofiary spisków, niewygodni ludzie odarci z dawnej sławy, winni bądź niewinni skazańcy. Mogą mieć przeróżne tytuły, tak kościelne jak szlacheckie czy wojskowe, ale polem, w którym się realizują nie jest wojna, dwór ani ambona. Ich polem jest szeroko pojęty świat poza tym wszystkim. I właśnie realizacja na tym polu według mnie przesądza o przynależności do profesji Banita.

Banita jest nie-monastyrowy?
Czy bycie banitą jest poza kanonem Monastyru? Przecież motyw szlachetnego łotra to jeden ze sztandarowych romantycznych motywów (a na romantyzmie Monastyr stoi)! Mam nadzieję, że nie zrozumieliście banity jako zwyczajnego typa spod ciemnej gwiazdy. To nie łotrzyk z D&D, nie hiena cmentarna czy inny szczurołap. Panowie, wciąż mówimy o szlachcicach…

Po pierwsze, nikt tu nie myśli o zbirach i złoczyńcach. Przypomnijcie sobie, że gramy postaciami po upadku, wstającymi z kolan, postaciami, które popełniły błędy. Niektóre z nich kończą się wyrokiem, to jedna z podręcznikowo opisanych tajemnic. Każda postać ma jakąś skazę. Szlachetny zbrodniarz to dla mnie jeden z najbardziej typowych monastyrowych konwencji.

Zresztą, jest też druga opcja. Banicja może nie być skutkiem słabości, a wręcz przeciwnie – wytrwałości. Postaci Monastyru odstają od świata w którym żyją. Są niewygodni dla im współczesnych, nie przystają do obecnych warunków. A zmieniający się świat próbuje się przed nimi bronić – gramy również postaciami niezrozumianymi, odtrąconymi przez swoje ideały. Nie widzę powodu, dla którego szlachetny rycerz miałby nie podać ręki skazańcowi, gdy jego zbrodnią nie było morderstwo z zimną krwią, a opór przed zmieniającym się porządkiem, obrona swych wartości, które nie zawsze pozostają w zgodzie z obowiązującym prawem. Tak, widzę od groma monastyrowych postaci wpisujących się w ten opis, zdaje się, że nawet samo Przebudzenie o nich wspomina.

Po drugie, według mnie Przebudzenie to drogowskaz, nie ogrodzenie. Jeśli traktować je jako granice Monastyrowych postaci, to połowa materiału w podręczniku jest do wywalenia i pozostaje nam tworzenie jedynie doryjskich rycerzy. Mamy wszak wymuskanych i sprawnie lawirujących w słowach Cynazyjczyków, ponurych Ragadańczyków o okrutnym spojrzeniu, mamy nordyjskich panów, posyłających podbitych Bardńczyków do głębokich kopalń, mamy możliwość gry czarodziejem, mamy opcję młodego człowieka. Wszyscy z pozoru nie pasują do Przebudzenia, ale odpowiednio przygotowani mają w sobie coś, co pozwala im nie wybić się z kanonu. Z pozoru złe postacie mogą pozostać szlachetne. Ba, twierdzę, że takie są najciekawsze.

4 Responses to “Banita, kilka słów więcej”

  1. Raza-Toth pisze:

    Ze swojej strony mogę powiedzieć że w dalsze polemiki nie będę się wdawać. A i swoimi spostrzeżeniami dzielić się nie przestanę (cierpcie).
     
    Cieszę się że ta profesja zagości w podręczniku do nowej edycji Monastyru. To zręczne rozwiązanie wielu kontrowersji wokół Bardańskich Górali czy Ragdyjskich Rancorów. Nie uważam by bandyta (tym bardziej w ujęciu romantycznym partyzant, zesłaniec, mściciel) był czymś specjalnie gorszym niż szpieg czy żołnierz.
    Zastanawiam się teraz jak to będzie wyglądało? Czy to oznacza że gracze nie będą już mieli takich moralnych i społecznych oporów w kontaktach z półświatkiem (ludźmi jak Bandyta wyjętymi z pod prawa)? Czy tylko Bandyta nie będzie miał z tym problemów, a jeśli tak to czy nie ma ryzyka że będzie jak z dekerem/netrunerem (że on sam będzie zabierał kawał czasu gry)? Czy rola i znaczenie sprzymierzeńców i służby nie utraci gdy jedną z ich funkcji odbiorą im gracze (jakiś pomysł co w zamian)?
     
    Wiem że ta profesja jest temu systemowi potrzebna nie wiem jednak czy była mu ona najbardziej potrzebną (na pewno była najbardziej kontrowersyjna)? Dla mnie numerem jeden pozostaje Rycerstwo. Trudno o bardziej wyrazisty symbol przemijającej epoki, jej blasków i cieni. Karyjscy Templariusze dzielnie stawiający czoła siłom ciemności na Waldorskim froncie (dążący do czegoś jak królestwo jerozolimskie?). Ludzie których Papierz gdy tylko przestaną być mu oni potrzebni kotów skazać i stracić w procesie o herezję (jak to było z Templariuszami). Albo rycerze Dorii próbujący stawić opór armiom  Kordu:
    http://www.youtube.com/watch?v=XCtuZ-fDL2E
    -z granatami na czołgi.
    Dla mnie to zdecydowanie lepsze miejsce dla arystokracji niż równy szereg żołnierzy armii dominium . Gdzie w randze trepa zmiesza się ich razem z plebsem.
    Z konkursu wiemy że ludziom brakuje grywalnych uczonych (magów?). Nikt też nie kręci głową na swashbucklersów (odkrywców, korsarskich kapitanów/oficerów). Nawet jeżeli skakanie po rejach nie przystoi staremu to trzeba pamiętać że teraz do gry wchodzą młodzi (trzeba dać im pola by mogli się wykazać).
     
     
     

  2. Wittiw pisze:

    Profesja Banity do mnie przemawia i w sumie zgadzam się z listą profesji, o których wspomniał Raza-Toth

  3. Raza-Toth pisze:

    Co do shwasbucklersów dodam jeszcze iż morze to nie tylko przygodowi Piraci z Karaibów (chociaż magia Monastyru zdaje się temu sprzyjać).
    http://www.youtube.com/watch?v=pFeCVCKYo4Y&feature=related
    -Dla bardziej nobliwej i poważnej szlachty to zawsze może być coś w bardziej w tym stylu. I też nie będzie raczej od klimatu zabawy odstawać.
     

  4. Behalior pisze:

    No i bardzo dobrze – trzymam kciuki za Banitę i za Monka 2.0.

Leave a Reply